Jak to wszystko się zaczęło...
Moja historia jest dość banalna, podobna do wielu innych.
W wieku mniej więcej 13 lat zdiagnozowano u mnie zespół policystycznych jajników (PCOS). Niewiele mi to wtedy mówiło i szczerze powiedziawszy nie miałam pojęcia z czym to się dokładnie wiąże. Lekarz przepisał pigułki, więc widocznie trzeba było po prostu je brać. Po kilku tygodniach zaczęłam przybierać na wadze, na początku był to niewielki wzrost, więc nikt się tym specjalnie nie przejmował, zwłaszcza u młodego człowieka, który wciąż rośnie.
Po kolejnych tygodniach waga wciąż rosła...zaniepokojona Mama skonsultowała się z lekarzem, który stwierdził, że zwyczajnie należy zamknąć przede mną lodówkę i co w ogóle z niej za matka jeśli pozwala mi na okrągło "żreć". Mnie natomiast powiedział, że nigdy nie znajdę sobie męża i nie będę mieć dzieci. Była to ostatnia nasza wizyta u tego podobno najlepszego specjalisty endokrynologa. I tak ze szczuplutkiego dziecka stałam się bardzo okrągłą nastolatką.
W liceum stosowałam chyba wszystkie możliwe diety, oczywiście zazwyczaj te mało racjonalne, który dawały szybki efekt, ale na krótko. Kilogramy wracały z nawiązką. Diety 1200kcal, głodówki i inne niekoniecznie zdrowe metody na zrzucenie zbędnych kilogramów doprowadziły do następujących efektów:
-TOTALNIE ROZWALONY METABOLIZM
-POGORSZENIE POZIOMÓW HORMONÓW
-KAMIENIE W WORECZKU ŻÓŁCIOWYM - w następstwie operacja
nie wspominając o zmęczeniu, braku skupienia, problemach ze snem oraz znacznym pogorszeniu nastroju.
W między czasie zmieniłam lekarza, wciąż przepisywano mi pigułki hormonalne, po których co prawda nie tyłam w tak zastraszającym tempie, ale z drugiej strony waga nie chciała spadać. Dziś wiem, że nie tylko one były tego przyczyną, ale również chociażby brak zbilansowanej diety.
I tak mijały lata...aż w końcu w wieku 28 lat waga wskazała 136kg...
Przeżyłam autentyczne załamanie nerwowe...widziałam, że jestem gruba, ale jakoś na co dzień tego nie odczuwałam, kupowałam ciuchy w sklepach typu KIK, znajomi akceptowali mnie taką jaką jestem, nie spotykałam się z jakimiś przykrymi komentarzami..więc tak naprawdę zwyczajnie o tym nie myślałam...któregoś dnia, nie pamiętam już z jakiego powodu, ale po prostu weszłam na wagę...cyfra, która się wyświetliła tak mną wstrząsnęła, że chyba ważyłam się jeszcze z dziesięć razy, aż w końcu wymieniłam baterie w wadze, myśląc, że się zepsuła.
To był moment, w którym zrozumiałam, że na tym etapie to już nie jest kwestia wyglądu, ale zdrowia...Zrozumiałam, że to już nie jest nadwaga, lecz poważna otyłość, z którą jeśli czegoś nie zrobię może mnie doprowadzić nawet do śmierci.
Wtedy właśnie podjęłam decyzję o odstawieniu wszystkich leków, zmianie swoich nawyków żywieniowych oraz o wprowadzeniu aktywności fizycznej.
Decyzję podjęłam samodzielnie bez konsultacji z lekarzem, dietetykiem czy trenerem. Wiem, że mimo wielu błędów, które popełniłam z niewiedzy była to najlepsza decyzja w moim życiu. Dziś piszę do Was o 42kg lżejsza i dalej walczę. Nie poddaję się mimo rocznego zastoju wagi. Każdego dnia uczę się czegoś nowego, czytam o nowych możliwościach i nie daję za wygraną.
Poniżej będziecie mogli zobaczyć zdjęcia z moich najgorszych okresów. Aktualnie jestem na etapie poszukiwania przyczyny zatrzymania wagi...dziś zrobiłam mnóstwo badań z krwi i czekam na wyniki.
Musicie jedno pamiętać - odchudzanie to proces, wieloczynnikowy proces, w którym wszystkie czynniki decydują o powodzeniu...wszystkie są tak samo istotne, ale o tym kiedy indziej...:)
Monia
W wieku mniej więcej 13 lat zdiagnozowano u mnie zespół policystycznych jajników (PCOS). Niewiele mi to wtedy mówiło i szczerze powiedziawszy nie miałam pojęcia z czym to się dokładnie wiąże. Lekarz przepisał pigułki, więc widocznie trzeba było po prostu je brać. Po kilku tygodniach zaczęłam przybierać na wadze, na początku był to niewielki wzrost, więc nikt się tym specjalnie nie przejmował, zwłaszcza u młodego człowieka, który wciąż rośnie.
Po kolejnych tygodniach waga wciąż rosła...zaniepokojona Mama skonsultowała się z lekarzem, który stwierdził, że zwyczajnie należy zamknąć przede mną lodówkę i co w ogóle z niej za matka jeśli pozwala mi na okrągło "żreć". Mnie natomiast powiedział, że nigdy nie znajdę sobie męża i nie będę mieć dzieci. Była to ostatnia nasza wizyta u tego podobno najlepszego specjalisty endokrynologa. I tak ze szczuplutkiego dziecka stałam się bardzo okrągłą nastolatką.
W liceum stosowałam chyba wszystkie możliwe diety, oczywiście zazwyczaj te mało racjonalne, który dawały szybki efekt, ale na krótko. Kilogramy wracały z nawiązką. Diety 1200kcal, głodówki i inne niekoniecznie zdrowe metody na zrzucenie zbędnych kilogramów doprowadziły do następujących efektów:
-TOTALNIE ROZWALONY METABOLIZM
-POGORSZENIE POZIOMÓW HORMONÓW
-KAMIENIE W WORECZKU ŻÓŁCIOWYM - w następstwie operacja
nie wspominając o zmęczeniu, braku skupienia, problemach ze snem oraz znacznym pogorszeniu nastroju.
W między czasie zmieniłam lekarza, wciąż przepisywano mi pigułki hormonalne, po których co prawda nie tyłam w tak zastraszającym tempie, ale z drugiej strony waga nie chciała spadać. Dziś wiem, że nie tylko one były tego przyczyną, ale również chociażby brak zbilansowanej diety.
I tak mijały lata...aż w końcu w wieku 28 lat waga wskazała 136kg...
Przeżyłam autentyczne załamanie nerwowe...widziałam, że jestem gruba, ale jakoś na co dzień tego nie odczuwałam, kupowałam ciuchy w sklepach typu KIK, znajomi akceptowali mnie taką jaką jestem, nie spotykałam się z jakimiś przykrymi komentarzami..więc tak naprawdę zwyczajnie o tym nie myślałam...któregoś dnia, nie pamiętam już z jakiego powodu, ale po prostu weszłam na wagę...cyfra, która się wyświetliła tak mną wstrząsnęła, że chyba ważyłam się jeszcze z dziesięć razy, aż w końcu wymieniłam baterie w wadze, myśląc, że się zepsuła.
To był moment, w którym zrozumiałam, że na tym etapie to już nie jest kwestia wyglądu, ale zdrowia...Zrozumiałam, że to już nie jest nadwaga, lecz poważna otyłość, z którą jeśli czegoś nie zrobię może mnie doprowadzić nawet do śmierci.
Wtedy właśnie podjęłam decyzję o odstawieniu wszystkich leków, zmianie swoich nawyków żywieniowych oraz o wprowadzeniu aktywności fizycznej.
Decyzję podjęłam samodzielnie bez konsultacji z lekarzem, dietetykiem czy trenerem. Wiem, że mimo wielu błędów, które popełniłam z niewiedzy była to najlepsza decyzja w moim życiu. Dziś piszę do Was o 42kg lżejsza i dalej walczę. Nie poddaję się mimo rocznego zastoju wagi. Każdego dnia uczę się czegoś nowego, czytam o nowych możliwościach i nie daję za wygraną.
Poniżej będziecie mogli zobaczyć zdjęcia z moich najgorszych okresów. Aktualnie jestem na etapie poszukiwania przyczyny zatrzymania wagi...dziś zrobiłam mnóstwo badań z krwi i czekam na wyniki.
Musicie jedno pamiętać - odchudzanie to proces, wieloczynnikowy proces, w którym wszystkie czynniki decydują o powodzeniu...wszystkie są tak samo istotne, ale o tym kiedy indziej...:)
Monia



Sądzę,że Twoja szczerze opowiedziana historia,może pomóc wielu osobom,które borykają się z podobnymi problemami i dlatego mocno trzymam kciuki za powodzenie tego pomysłu :)
OdpowiedzUsuń